Książka – więcej niż słowa
Dom z papieru - Dominguez Carlos Maria
Powieść Carlosa Marii Domingueza „Dom z papieru” została wydana w Światowy Dzień Książki, nie zdziwi więc to, co czytamy na okładce: „To baśń, która powinna uwieść księgarzy i czytelników całego świata”. Zdanie to, na tyle intryguje, że każdy kto je przeczyta, z zaciekawieniem zagląda na pierwszą stronę, a później… już nie sposób się oderwać. Wędrując przez kolejne strony powieści i obserwując bohaterów, zaczynamy dostrzegać zachowania, które mogłyby charakteryzować nas samych. Wtedy najczęściej pod nosem pojawia się uśmiech, a historia, ze względu na „osobiste” wątki staje się bliższa i coraz bardziej wciąga. Przedstawiając spór między Brauerem a Delegado, Dominguez porusza problematyczny dla wielu czytelników stosunek do książek. Pierwszy z panów twierdzi, „że jeżeli pisze na marginesach i podkreśla fragmenty, nierzadko stosując kod zróżnicowanych kolorów, to lepiej chwyta sens” (s.50), z czym nie może pogodzić się ten drugi, uważając takie działanie za barbarzyństwo. Poza tymi „bazgrolącymi”, są wśród nas również czytelnicy esteci, tacy jak Delegado, dla których prawdziwą przyjemnością jest obcowanie z książką o niezagiętych rogach, odpowiednim układzie kolumn, dostatecznie szerokich marginesach itp. Jednym i drugim autor pozwala egzystować obok siebie, nie rozstrzygając tego sporu i nie krytykując żadnej ze stron. Pisarz próbuje nam uświadomić jak książki, które znajdą się w naszym posiadaniu podstępnie wkradają się życie i jak trudno się z nimi rozstać. Mimo, że pozycja została przeczytana i nie mamy zamiaru do niej wracać, pożyczając książkę znajomemu zapisujemy w notesie jego nazwisko lub odpowiednio znakujemy egzemplarz, by na pewno do nas wrócił. „Tomy przylepiają się do półek w tym pakcie konieczności i zapomnienia, jakby były świadkami pewnej chwili w naszym życiu, do której nie powrócimy. Ale podczas gdy tam nadal są, uważamy je za część nas samych.” s.20 Dominguez żartobliwie zaczyna swą opowieść od przedstawienia tragicznych w skutkach wypadków, spowodowanych taką a nie inną budową książki. Ogromne znaczenie mają: waga, ilość tomów, czy rodzaj oprawy, mogące w czasie uderzenia powodować wiele szkód, jak w przypadku profesora martwych języków, Leonarda Wooda, który „dostał udaru mózgu, trafiony w głowę pięcioma tomami Encyklopedii Britannica, które spadły z półki w jego bibliotece.” (s. 9/10) Pewne historie opisane np. w książkach podróżniczych, sprawiły, że czytelnik postanawiał odwiedzić oglądane wcześniej oczami wyobraźni kraje, a czasem unikatowy, bądź nabyty w niecodziennych okolicznościach egzemplarz książki zawiódł w nieoczekiwane miejsce. Lecz nie tylko tak „książki zmieniają los ludzi” (s. 9) Ostatecznie autor dotyka głębi, dociera pod materialną powłokę, do samej duszy i znajdującej się w niej, naszej prywatnej biblioteki. „Założyć bibliotekę to jak stworzyć życie. Nigdy nie jest to suma poszczególnych książek.” s.43 Nie jest ważna ilość, choć czasem mamy do czynienia z bibliotekami pokaźnych rozmiarów i jesteśmy pełni podziwu dla ich twórców; ale prawdziwa wartość to to, co zostaje w nas po przeczytaniu książki. Czasem w pamięć zapadnie jakiś cytat, opisywana historia, wygląd postaci i choć nawet nie pamiętamy zakończenia, tylko to jest naprawdę istotne. Tytułowy dom z papieru, którego cegły stanowią „pochłonięte” dzieła, jest więc dookoła każdego czytelnika. Jest niewidoczny i choć nie da nam fizycznego ciepła, nie ochroni przed padającym deszczem, to w najtrudniejszych dla duszy chwilach na pewno nie zawiedzie, zapewni tło odniesień, kontekstów dla codzienności, czasem udzieli odpowiedzi na trudne pytanie. Warto więc dobrze dobierać cegły, by „dom” okazał się naszym prawdziwym schronieniem. Malwina Janas |